czyli po polsku magisterka, to próba dla młodych jezuitów, między studiowaniem filozofii a teologii - moją odbywam w Palermo w Centro Educativo Ignaziano, centrum edukacyjnym prowadzonym przez włoskich jezuitów.
Blog > Komentarze do wpisu

jezuici tez smiesza

Rozpoczynam akcje, smiej sie z jezuitami:) lub z jezuitow... nizejjest kilka zartow o nas i innych zakonnikach, ktore znalazlem w sieci. Jesli ktos ma jakies nowe dopisujcie je w komenatrzach, niech to beda zarty o zakonnikach, raczej temat ksiezy iKosciola zostawmy w spokoju...Milej zabawy...

usmiech

Płyną łódką dominikanin, jezuita i franciszkanin. Po jakimś czasie zabrakło im wody pitnej. Dominikanin zaofiarował się, że pójdzie do sklepu. Wyszedł z łódki i po wodzie poszedł do sklepu. Tak samo wrócił. Gdy kolejny raz zabrakło wody, stwierdzili, że teraz kolej na jezuitę. Jezuita poszedł po wodzie i wrócił. Za trzecim razem po wodę miał iść franciszkanin. Wszedł do wody i zaczął się topić. - Po palach, durniu! - krzyczy dominikanin. - Po jakich palach? - zapytał jezuita.

Chłopak, zainteresowany zakonem, pyta się jezuity: - Czy to prawda, że wy jezuici zawsze odpowiadacie pytaniem na pytanie? - A kto Ci takie głupoty naopowiadał?...

Jadą w jednym przedziale jezuita i franciszkanin. Odmawiają w ciszy brewiarz. W pewnym momencie zgasło światło. - No to teraz będziemy modlić się w ciemności, wielbiąc Boga, który dał nam dzień i noc... - mówi franciszkanin. Tymczasem jezuita wstał i dokręcił żarówkę.

Przed biskupem ordynariuszem pewnej diecezji stają przedstawiciele dwóch dominujących tam zakonów - jezuici i kapucyni. Biskup rzecze: - No, to opowiedzcie mi, proszę, jak wygląda wasz dzień. Jezuici na to: - Pobudka o 6.00, medytacja, Eucharystia, potem lecimy do roboty, każdy do swoich zajęć - jedni do nauki, inni do pracy duszpasterskiej, inni na wykłady. Wieczorem rachunek sumienia, medytacja, adoracja, a potem jeszcze trochę popracować i jakieś sześć godzin snu. I tak codziennie. Biskup na to: - Ładnie, ładnie, dobrze, że tak pięknie pracujecie. A wy, kapucyni? - My to robimy tak: wstajemy przed południem, załatwiamy potrzeby fizjologczne, jemy coś i idziemy spać. Potem znów to samo - siusiu, jakieś jedzonko i spać. Wieczorem budzmy się, żeby coś przekąsić, obejrzeć troszkę TV, a potem siusiu, paciorek i spać. Biskup, zdziwiony: -A wy nie przesadzacie z tym jedzeniem, siusiu i spaniem? -Nie, skąd... My to robimy i za siebie, i za jezuitów...

Trzej kapłani spotkali się, aby wymienic swoje sposoby dzielenia niedzielnej kolekty. Pierwszy mowi franiszkanin: - Ja rysuję krechę i podrzucam pieniądze w gore. Co spadnie na prawo od kreski to dla mnie, a co na lewo to dla Pana Boga. Drugi mowi dominikanin: - Ja rysuję okrag, podrzucam pieniadze i co wpadnie do srodka to dla mnie, a co na zewnątrz to dla Pana Boga. Na to jezuita: - Ja podrzucam pieniadze w góre i co Pan Bog zlapie to dla Niego, a co spadnie dla mnie...

Dominikanin, franciszkanin i jezuita idąc ulicą nagle doznali objawienia. Ujrzeli Stajenkę Betlejemska i Świetą Rodzinę. Dominikanin upadł na kolana widzac tę wspaniałą ikonę Trojcy Świętej. Franciszkanin upadł na kolana widzac Króla Wszechrzeczy przychodzacego na świat w ubóstwie. Jezuita natomiast położył św. Józefowi rękę na ramieniu i zapytał: - Czy pomyślałes już, do jakiej szkoly wyślesz syna?

Dominikanin i franciszkanin pokłócili się, który z ich zakonów jest ważniejszy. Tak spór ich trwał przez kilka lat, w końcu ustalili, że jak umrą, to w Niebie spytają Boga o odpowiedź. Tak też zrobili. Bóg trochę się zamyślił i powiedział, że odpowiedź wyśle niebiańską pocztą. Po dwóch dniach przychodzi list do ich kwatery w Niebie. 'Drodzy bracia! Nie spierajcie sie o tak błahe sprawy. Oba wasze zgromadzenia są równie ważne i równie cenne w moich oczach. Z powazaniem Pan Bog SJ'

Franciszkanin, jezuita i dominikanin umówili się na grę w golfa. Niestety, pole było zajęte przez niewidomych. Dominikanin zaraz zwrócił się do Boga: 'Panie, jaki byłem zły i zepsuty, myślałem tylko o sobie!'. Franciszkanin: 'Dzięki Ci, Panie, że i oni mogą grać!'. Jezuita: 'Ok, Boże. Ale czy nie mogliby pograć w nocy?...'

Idą jezuita i franciszkanin przez las, nagle natknęli się na dość głęboki strumień. Jezuita prosi franciszkanina: - Bracie, przenieś mnie na drugi brzeg... Twój habit jest już stary i zniszczony, a ja mam nowiutką sutannę, no i nie wypada bym w brudnej i mokrej sutannie głosił ludziom Słowo. Franciszkanin bez oporu wziął Jezuitę na barki i wszedł do wody. Kiedy byli już na środku strumienia franciszkanin pyta jezuitę: - ojcze, czy ma ojciec przy sobie pieniądze? - oczywiście. - odpowiedział jezuita. Na te słowa franciszkanin zrzucił jeziutę z ramion wprost do wody mówiąc: - Wybacz ojcze, ale regula zabrania nam nosić przy sobie pieniądze.

Dominikanin, franciszkanin, benedyktyn i jezuita płynęli łódką. Nagle wokół nicg zjawiła się chmara rekinów. Jeden uderzył w łódź, a ta zaczęła tonąć. Dominikanin jął nauczać rekiny o wartości miłości bliźniego, ale jeden z nich natychmiast wyskoczył z wody i pożarł zakonnika. Franciszkanin zawołał: 'Dziękujemy Ci, Panie, za brata naszego - rekina!'. Natychmiast jeden z braci schrupał i franciszkanina. Benedyktyn usiłował uspokoić bestie śpiewem. Doskonale czysto zaczął wygłaszać Exultet, ale koło 'owocu pracy pszczelego roju' podzielił los współbraci. Jezuita nie wiedział, co ma robić. Stał tak w tonącej łódce, gdy rekiny wyłowiły go i bezpiecznego zaniosły na brzeg. - Dla-dla-czego mnie nie-nie-nie poża-ża-rłyście?... - wyjąkał. - Aaaa, solidarność zawodowa...

Pewien ojciec miał trzech synów, z których pierwszy wstąpił do dominikanów, drugi do kapucynów, a trzeci do jezuitów. Gdy przyszło mu umierać, rzekł do nich: - Dzieci moje! Cóż, jestem już na łożu śmierci, już po mnie idzie. Nie wiem, jak to po śmierci będzie. Niby wierzę w to niebo... ale może trzeba będzie coś tam opłacić? Jakieś cło, bilet, cokolwiek... Moja ostatnia wola brzmi: do grobu wrzućcie mi 3000 euro. Jego synowie oburzyli się na tę pogańską praktykę, ale cóż - ostatnia wola ojca to rzecz święta. Zatem po śmierci ojca trzeba było zdobyć pieniądze. Dominikanin wyłożył 1000 euro w nowych, czyściutkich banknotach. Franciszkanin poszedł żebrać, no i jakimś cudem zebrał ogromny wór drobniaków - łącznie 1000 euro. Natomiast jezuita zabrał banknoty i drobniaki, poczym do grobu ojca wrzucił czek opiewający na 3000 euro.

Franciszkanin dominikanin i jezuita oczekiwali przed bramami nieba na swoja kolej. Nagle pojawiłam się piękna kareta drzwi otwarły się rozwinoł sie czerwony dywan -zapraszamy zapraszamy czcigodnego ojc -wskazujac na jezuite mowil sw. Piotr. Dwaj pozostali zakonnicy zdziwieni zaistnialą sytuacja podbiegaja do Piotra zadając wyjasnien.-Dlaczego ten jezuita przyjmowany jest z takimi honorami- świety odpowiedział - waszych jest tu duzo a ten jest u nas pierwszym jezuita od 400 lat

pewna Matka chcac aby jej syn został kapłanem na poczatku udała się do seminarim
-ile lat trzeba sie uczyc aby zostać księdzem- zapytała ksiadz rektor odpowiedział- 6 lat-
nastepnie udala sie do dominikanow -ile lat trzeba uczyc sie u was zeby zostac ksiedzem- dominikanin odparl -okolo 7 lat
kolej przyszła na franciszkanow na pytanie ile czasu trzeba sie uczc ojciec odpowiedzaił ze ok 8 lat
na samym koncu dotarła do jezuitow - a ile czasu trzeba sie u was uczyc zeby zostac ksiedzem- jezuita spojrzał na nia i odpowiedzial- no gdzies tak 10 do 12 lat-
kobieta uciszyła sie i powiedziala -bardzo dobrze bardzo dobrze bo moj syn nie jest taki bystry to moze przez tyle czasu coś załapie

Pewien jezuita, doktor teologii, przyszedł w zastępstwie katechety na lekcje religii do przedszkola.
Uśmiechał się do dzieci, głaskał je po główkach i mówił:
- Pamiętajcie na całe życie: Bóg jest transcendentalny....

Brat Jan wstąpił do zakonu mnichów milczących. Już na wejściu przeor zakonu powiedział:
- Witamy Cię w naszych progach. Możesz robić w zasadzie co Ci się podoba, ale nie możesz sie odzywać, chyba ze ja Ci na to zezwolę.
Po 5 latach przeor przychodzi do Jana i mówi:
- Bracie Janie dziś 5 rocznica Twojego przyjścia do nas, więc możesz powiedzieć 2 słowa.
- Niewygodne łóżko.
- Dobrze, rozumiem, zajmiemy się tym.
Wymienili mu łóżko na wygodniejsze. Znów minęło 5 lat i znów przychodzi przeor:
- Bracie Janie dziś 10 rocznica Twojego przyjścia do nas, możesz powiedzieć 2 słowa.
- Zimne jedzenie.
- Dobrze, rozumiem, zajmiemy się tym.
Zaczął dostawać ciepłe żarcie.
Po kolejnych 5 latach przeor przychodzi i mówi:
- Dziś mija 15 lat od kiedy postanowiłeś być z nami, możesz powiedzieć 2 słowa.
- Chcę odejść.
A przeor na to, smutnie kiwając głową:
- Wiedziałem że tak się to skończy. Od samego początku tylko narzekałeś i narzekałeś...

Pewnego razu w Jerozolimie znaleziono ciało Pana Jezusa. Cały świat
chrześcijański skonsternowany. Dominikanin z przejęciem mówi: -"I na cóż
były te wszystkie kazania, tomy summy teologicznej, liturgie i dysputy".
Franciszkanin na to: -"Całe to ubóstwo to daremny i próżny trud. Tyle
wyrzeczeń i ascezy.
Z kolei jezuita podchodzi i w zamyśleniu rzecze: -"A jednak żył.."

Mały Pan Jezus budzi się w stajence w Betlejem. Otwiera prawe oko, patrzy - wół. Otwiera lewe oko, patrzy - osioł. Ot, pomyślał sobie, to dopiero Towarzystwo Jezusowe.

Jadą pociągiem jezuita i kapucyn. Siedzą cicho, aż w końcu jezuita odzywa się, patrząc na brodę brata mniejszego:
- Co... Judasz pewno też miał brodę...
Kapucyn odpowiada: Miał nie miał... w Towarzystwie Jezusowym był...

Gdy tworzył się nowy zakon trzeba było pójść do Ojca Świętego, aby ten zaakceptował regułę. I papież westchnął:
"Jezu, Icki!"

Ktoś zwraca się do jezuity
= Czy ojciec nie jest przypadkiem jezuitą?
- Jestem, ale to nie przypadek!

Dominikanin, franciszkanin i jezuita idą do nieba; św. Piotr pyta ich, kogo chcieliby zobaczyć jako pierwszego;
Dominikanin chce zobaczyć patrona swojego zakonu i zostaje skierowany na alejki niebiańskie, gdzie św. Dominik spaceruje właśnie z Matką Boską; franciszkanin chce zobaczyć św. Franciszka i zostaje mu wskazane miejsce, gdzie ten głosi mowę do niebiańskich stworzeń;
jezuita chce zobaczyć św. Ignacego i słyszy, że to niemożliwe;
- jak to? nie ma go tu???
- jest, jest, ale jest bardzo zajęty - udziela właśnie ćwiczeń duchowych Trójcy Świętej - usłyszał w odpowiedzi...

dawno temu jezuici pokłócili się z bernardynami o to, kto pisze lepsze wiersze.
- My piszemy: jezuita i kwita - powiedział jeden z bernardynów.
- My piszemy: głupi bernardyn.
- Przecież tu nie ma rymów.
- Nie ma rymów, ale jest sens - tłumaczył jezuita"

Jezuici zawsze mieli wielu przyjaciół. Do najbardziej wypróbowanych przyjaciół jezuitów należą dominikanie. Przyjaźń ta datuje się od chwili, kiedy to hiszpańscy dominikanie zaprosili Ignacego na obiad, a następnie wtrącili go do lochu Inkwizycji. Jezuici chętnie puszczają w niepamięć cały ten incydent, aczkolwiek po dziś dzień jadają u dominikanów z duszą na ramieniu (oczywiście, wyjątek stanowią świetne summy św. Tomasza z Akwinu, który prawdopodobnie tylko dlatego nie wstąpił do jezuitów, że nie uprawiał tomizmu). Jezuici zaprzyjaźnieni są także z franciszkanami. Ci dla odmiany nie tylko wyrzucili Ignacego z Ziemi Świętej, ale także przy pierwszej lepszej okazji skasowali zakon jezuitów (o tym za chwilę). Równie żywe więzy przyjaźni łączą jezuitów z innymi zakonami, z licznym gronem biskupów, kardynałów oraz papieży. Ostatni z tych afektów jest w zakonie szczególnie mocno odczuwany, a nadto szczęśliwym zrządzeniem Opatrzności jest serdecznie odwzajemniany. I tak, gdyby papież Klemens XIV (franciszkanin) nie skasował był Towarzystwa Jezusowego w pamiętnym roku 1773, to zapewne nie poczułby się gorzej i nie pomarł był on sam w roku następnym, nie doczekawszy wskrzeszenia jezuitów w Rosji (1801), w Królestwie Obojga Sycylii (1804), w Ameryce, Anglii i Irlandii (1813), i w całym Kościele powszechnym, którego dokonał jego pobożny sukcesor, papież Pius VII (benedyktyn), w pamiętnym roku 1814.

 

Jezuici mają też swoich wrogów. Należała do nich m.in. caryca Katarzyna II, która nigdy nie pozwoliła na kasatę jezuitów na swoich ziemiach, oraz inni monarchowie niekatoliccy, którzy, jak Fryderyk II, szczerze pragnęli postąpić podobnie. Wrogami jezuitów były także nieokrzesane ludy wszystkich kontynentów (głównie Europy), które nie tylko uchroniły jezuitów przed marazmem apostolskim, ale także dostarczyły im świetnych i licznych męczenników.

fragment historii jezuitow wg. o.Krzysztofa, calosc tutaj: http://www.tezeusz.pl/cms/tz/index.php?id=393

poniedziałek, 06 listopada 2006, magistero

Polecane wpisy

  • Nowy sprzęt

    Miałem rację, czasami po wizytacjach Prowincjała następują zmiany :) I tak u nas, Rektor "zgodził się" z opinią Viceprowincjała, że jeden komputer z

  • Moja konsekracja

    Bycie konsekrowanym “Wszechmogący wiekuisty Boże! Ja, Jarosław Studziński, chociaż ze wszech miar niegodny Twego Boskiego Oblicza, poruszony jednak d

  • Tłusty czwartek

    Dziś wszyscy pączkami się objadają, no może nie wszyscy:) to kara dla tych co zagranice sobie pojechali :) W zeszłym roku znalazłem czas, by chociaż chrustu sob

Komentarze
Gość: mała, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2006/11/06 17:20:28
fajnie się pośmiać z jezuitów ;) ad. dowcipu czwartego - nie wiedziałam,że jezuici nie siusiają... :)
-
2006/11/06 17:51:50
:)
Nie zauważyłam ich na Tezeuszu, sympatyczne :)
-
Gość: Jan Kowalski, *.atol.com.pl
2006/11/06 20:30:42
świetne!! :P hihi rozbawiłam się do łez... :P dobrze, że wrzuciłeś to na bloga :D
-
chabrowka
2006/11/11 21:03:57
oj, ale sie nasmialam :o))) najbardziej mi sie podobal ten o slupkach na wodzie, po wodzie :o)))
-
Gość: poszukiwacz_sensu, *.task.gda.pl
2006/11/12 11:13:33
dobre :) tylko jest jeszcze jeden haczyk w tym- jest wiele wersji tych kawałów. Zależy poprostu kto opowiada.. :D
-
ogrodniczka
2006/11/19 11:20:38
Uśmiałam się do łez... dzięki...
-
Gość: Maryna, *.internetdsl.tpnet.pl
2006/11/25 00:27:05
Jezuici góra:)
-
Gość: Monika, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/08/12 21:44:26
Jest ulica, po jednej jej stronie mają swój kościół Franciszkanie, po drugiej Dominikanie. Nie pałają do siebie zbytnio sympatią i mówi się, że jak po jednej stronie ulicy idzie franciszkanin, a po drugiej dominikanin to normalnie matki zabierają swoje dzieci, żeby na to nie patrzyły. Postanowiono, że trzeba ten konflikt jakoś rozwiązać. Jeden dominikanin i jeden franciszkanin mieli spotkać się na wieży innego kościoła, żeby przeprowadzić dyskusję teologiczną za pomocą gestów. Dominikanie pomyśleli, że to pestka, bo dobrze znają się na teologi,za to franciszkanie nie byli aż tak szczęśliwi...
Gdy doszło już do spotkania debatę zaczyna dominikanin i pokazuje jeden palec, na co franciszkanin odpowiada mu dwoma palcami. Z kolei dominikanin tym razem wyciąga trzy palce, a franciszkanin pokazuje gest złączonych wszystkich palców jednej dłoni przyłożonych do dolnej części czoła. Następnie dominikanin wyciąga jabłko, a franciszkanin kanapkę.
Dominikanin wraca zasmucony do swoich współbraci i mówi:
No niestety... przegrałem...
Na to oni go pytają: Ale jak to?
No bo zacząłem... Powiedziałem, że jest jeden Bóg, na to on, że Bóg ma przecież dwie natury. No to powiedziałem, że są przecież trzy Osoby Boskie, franciszkanin odpowiedział, ze są jednością. No to próbowałem podejść do tego z innej strony i wyciągnąłem jabłko jako symbol grzechu... To on wyciągnął chleb jako symbol Chrystusa Zmartwychwstałego.
Z kolei franciszkanin wraca do swoich szczęśliwy, no i oni pytają go jakim cudem udało mu się wygrać?
On opowiada im pękając z dumy:
Najpierw on powiedział mi, że wybije mi jedno oko, to ja że wybije mu dwoje oczu. Chciał być sprytny i powiedział, że wybije mi troje oczu, ale powiedziałem mu, że nie mam trzech oczu! No to chciał mnie poczęstować jabłkiem, ale podziękowałem mu bo miałem własną kanapkę
-
magistero
2007/08/13 12:13:19
dzięki, ten też jest super :)
WawaMAGIS Profesjonalne statystyki odwiedzin My status Moje Gadu-Gadu